sobota, 5 maja 2012

Rozdział I - Widziałam tylko jego rysy twarzy. Było zbyt ciemno, żeby dostrzec cokolwiek.


Tak jak zwykle późnym wieczorem wyszłam z psem na dwór. Mimo, że było lato wieczorami robiło się chłodno. Bezsensownie spacerując  kręciłam się w kółko. Po kilku minutach Pepper (pies) dostał istnego szaleństwa, zaczął szczekać  na jakąś osobę w oddali. Nie widziałam o co chodzi. Zatrzymałam się i zaczęłam krzyczeć  na  niego, po chwili  szarpnął smycz i po prostu pobiegł. Bałam się, że rzuci się na bezbronną osobę, zaczęłam za nim biec. Sekundy po tym, nie mogłam uwierzyć, ale zaczął skakać  i łasić się do chłopaka który palił papierosa. – Ja strasznie przepraszam, nie wiem co w niego wstąpiło, nigdy się tak nie zachowywał – powiedziałam zdyszana. – Nic nie szkodzi, uwielbiam zwierzęta a szczególnie psy – powiedział, głaskając Pepper’a. Widziałam tylko jego rysy twarzy. Było zbyt ciemno, żeby dostrzec cokolwiek. Czułam, że był strasznie zdenerwowany, tak jakby paląc odstresowywał się. Nie wiedziałam czy to prawda, może po prostu lubił to robić. Byłam zbyt ciekawa i po prostu zadałam mu to pytanie. – Często palisz ?  Głaskając mojego zwierzaka  podniósł głowę, czułam jego wzrok na moim ciele. – Rzadko, wyszedłem żeby się przejść i pomyśleć, poprzez palenie potrafię się jakoś bardziej wyluzować, wiem, że to głupie ale ostatnio jakoś nie umiem palenia zastąpić czymś co daje mi spokój. – Może źle szukasz ? – zapytała łam zdziwiona. – Możliwe, zaraz mam koncert, powinienem być na próbie ale nie mogę, strasznie tęsknie za rodziną i ostatnio mam strasznego pecha. Jego słowa zdziwiły mnie. Jaki koncert ? O co chodzi? -pomyślałam – Koncert, jak to ? – Zapytałam ze dziwieniem.  – Jestem członkiem zespołu One Direction.  Mam na imię Zayn … Zayn  Malik, a ty ? Po tych słowach nie mogłam uwierzyć, że to on. Dzieliło nas kilkadziesiąt  centymetrów od siebie. Przecież każda fanka o tym marzyła. Poczułam jeszcze mocniej jak wiatr przeszywa moje ciało. – Po prostu Kate, nie bój się, nie jestem fanką która na twój widok piszczy i mdleje- uśmiechnęłam się, chociaż pewnie tego nie dostrzegł. – To dobrze, bo nawet nie wiem jakbym miał Cię uratować – na jego ustach pojawił się uśmiech, chociaż widziałam w jego oczach ból. Trzymałam Pepper’a na smyczy, kiedy on nagle zaczął biegać wokół nas i po prostu  związał nas smyczą. Przywarliśmy do siebie. Zrobiło mi się cieplej, nie czułam tego okropnego wiatru .– Mądrego masz pieska- Powiedział cwaniacko Malik. – Taaaaaaak, wiem – odpowiedziałam  niezręcznie.  I nagle nastała cisza. Czułam szybkie bicie jego serca. Jego oddech mieszał się z mocnymi perfumami, których nie da się opisać. – A co tego pecha (Ściągnęłam bransoletkę) proszę weź to, dostałam ją od najlepszej przyjaciółki,  kiedy byłam chora, dzięki niej wyleczyłam się. Zawsze mi przynosi szczęście, nawet teraz.. Jestem pewna, że przyniesie i Tobie. Wyciągnął prawą rękę, zdziwiłam się bo na lewej miał wszystkie „ozdoby” . – Dlaczego prawa ? Przecież na lewej masz wszystkie bransoletki – Powiedziałam zdziwiona. Powiedziałaś, że przynosi ci szczęście. Na prawej będzie jedyna… wyjątkowa. Powiedział  to tak dokładnie, że tych słów nie da się wymazać z pamięci. Uniosłam głowę i patrzyłam w jego czekoladowe tęczówki. Mimo, że trwało to kilka sekund, dla mnie ta chwila była wieczna. Nagle zadzwonił mój telefon – To Mama, pewnie się martwi, bo miałam zaraz wrócić, muszę już uciekać  – Yhhh.. szkoda – Powiedział ściszonym głosem. – Przykro mi, powodzenia na koncercie, na pewno będzie cudowny – Odpowiedziałam i odwróciłam się na pięcie. Szłam powoli z nadzieją, że mnie zawoła, że krzyknie, powie cokolwiek.. ale niestety tak nie było..

 ** Pięknymi oczkami Zayn’a **

Stałem tam jak słup soli. Chciałem ją zatrzymać. Nie wiedziałem jak. Nie potrafiłem. Nie umiałem, a ona odchodziła, była coraz dalej.  Przecież przy niej czułem się tak.. inaczej, normalne, zapomniałem o wszystkim. To był błąd, że nie zrobiłem czegokolwiek żeby się zatrzymała, ale teraz jest już za późno. Przecież Nic dwa razy się zdarza. Ale ten dzień za wszelką cenę chciałabym przeżyć jeszcze raz.

***

Rzuciłam się na łóżko rozczarowana, że mnie nie zatrzymał, ale czego oczekiwałam? Znałam go zaledwie kilkanaście minut. Może tak miało być.  Zadawałam sobie te pytania, na które nie znałam odpowiedzi. Jednego  byłam pewna, że moja bransoletka przyniesie mu szczęście, tak jak mi kiedy lekarze nie dawali mi szans. Ona mnie uratowała, może dlatego, że dostałam ją od kochającej osoby. Bo przecież największą mocą jaką można posiadać jest miłość, to ona daje nam nadzieje na kolejny dzień. Leżałam, a obok mnie Puszek. Patrzył się na mnie, tak jakby chciał mi coś powiedzieć. Zaczęłam się zastanawiać czy to spotkanie było przypadkowe, bo przecież Nic dwa razy się nie zdarza,  Ale jest taki dzień który chciałoby się przeżyć jeszcze raz. Dzisiejszy dzień. Ciekawe czy on też tak myśli. ? ?Jednego jestem pewna bransoletka doda mu siły. 
-----------------------------------------------------------------------------------------------
A więc pierwszy rozdział jest, mam nadzieję, że ktoś przeczyta to i zostawi komentarz :D 

Hazziątko  ♥

4 komentarze:

  1. JA zostawie komentarz;] Opowiadanie super! bardzo miło mi się go czyta;] bd tu częściej zagladać i czekać z niecierpliwością na kolejne rozdziały;] Martyna

    OdpowiedzUsuń
  2. Piszesz cudownie ! Jesteś dla mne inspiracją ! Ale ci zrobię reklamę *_*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oooo.. dziękuję za tak miłe słowa ♥ ♥ właśnie dzięki takim komentarzom chcę pisac dalej ; ) ♥

      Usuń
  3. Ooooo ja! Boskie xD Ciekawa jestem dalszej części xD Fajne spotkanie, też chciałabym w taki sposób poznać John'a (mojego idola) mądry psiak xD

    OdpowiedzUsuń